jest tak ślicznie biało… chociaż niezmiennie przypomina mi się, szczególnie z każdym kolejnym opadem śniegu, stary dowcip, który może i dość banalny, ale jakże prawdziwy w warszawie.
poza tym znów sobie myślę o swoim byciu. to jest troche tak, że jednak zmieniło się ostatnio coś we mnie. coś popękało, coś tam postanowiło być inne. wszystko razem sprawia, że ludzie znów zaczynają mieć dla mnie inne znaczenie, niż do niedawna. to przejaw jakiejś melanholii albo zwyczajnie zmian, jakie nieuniknienie nadciągają.
ale coraz częściej zastanawiam się, gdzie jestem, co robię, jak powinna wyglądać moja przyszłość. i dochodzę do jakichś wniosków, chociaż to jeszcze nie czas, by się z nimi dzielić, jednak już sam fakt, że pojawiają się jakieś finalne stwierdzenia i cele jest szalenie ważny dla mnie.
pracuje nad sobą, nad swoim życiem, nad tym, aby wypełnić swój los czymś przyjemnym, a nie ciągle udawać, że najważniejsza jest praca. i wszystko jedynie dlatego, że nie mam innych zajęć, innych pomysłów na życie.
i jak zwykle refleksyjny zwrot na koniec: kopenhaga też może być ciekawa, chociaż to nie strassbourg.

